Codzienność

Szpital domowy

kwietnia 18, 2016,2 Comments


Wstęp wzbroniony. Wirusy atakują.

Zmogło nas wszystkich. Po nitce do kłębka przeziębienie dotarło do każdego członka naszej rodziny. Nic tylko załamać ręce, ale my się nie poddajemy, jesteśmy twardzi i tak łatwo się nie damy. Wszystko zaczęło się od Artura który w środę narzekał na złe samopoczucie, a w czwartek już leżał z gorączką w łóżku. W piątek Kubulek od samego rana był w kiepskim nastroju, kleił się do mnie i każdy powód był dla niego dobry do płaczu, okazało się że i jemu podniosła się temperatura, niestety wzrosła tak mocno, że nie obyło się bez leków na jej zbicie. Naszego małego szkraba bardzo rzadko łapie przeziębienie, od jego urodzenia zmagaliśmy się z katarem z 2 razy, tak samo zresztą z gorączką. Dlatego nie jesteśmy przyzwyczajeni do prawie 39 stopni na termometrze i gilusów aż po pas. Na całe szczęście gorączka to był tylko jednodniowy epizod, już w sobotę Kubulek biegał po mieszkaniu. Niestety z katarem nie jest tak łatwo, nasz brzdąc jest anty na wszelkiego rodzaju ingerencje, widzi aspirator - wrzask, na dźwięk inhalatora - ucieka z krzykiem, aż się za nim kurzy. Ponoć to normalne u dzieci w jego wieku, ale w takich sytuacjach budzi się we mnie przewrażliwiona matka, która chciałaby jakoś pomóc swojemu dziecku gdy widzi je z zatkanym noskiem. I wtedy właśnie w niedzielne popołudnie okazuje się, że ostatnią zdrową ostoję rodziny zaczyna boleć gardło, po paru godzinach zaczyna skrzeczeć, a następnego dnia rano nie może wydać z siebie głosu. Tak, choroba zdobyła ostatni bastion - mamę. Kubuś zużył już cały zapas chusteczek, ja popijam wodę z miodem i cytryną, która sprawia że mogę wydawać z siebie głos, a Artur ... już musiał wyzdrowieć.

Wam też zdarzyło się takie rodzinne chorowanie? 

You Might Also Like

2 komentarze: